Położyłem łapę na ramieniu przywódczyni.
- Sreberka i Ognik żyją. – popatrzyłem na dwie kuleczki w obok. Czerwona Gwiazda od razu położyła się obok nich, by je ogrzać.
Razem z Północą ustaliliśmy, że kociąt nie zabiły borsuki ani lisy.
Był to Klan Wodospadu! Na szczęście dwa przeżyły. Zamknąłem oczy
próbując wymyślić coś, co mógłbym zrobić w tamtej sytuacji. Nagle
popędziłem w stronę terytorium Klanu Wodospadu, krzycząc:
- Zobaczę, czy nie ma w pobliżu tych morderców!
Północ i Red krzyczały coś za mną, ale nie słuchałem. Nie czułem
świeżych zapachów. Nagle ktoś mnie przewrócił. Nade mną stała
wojowniczka z Klanu Wodospadu. Szczupła, młoda, szylkretowa kotka.
Uśmiechała się przyjaźnie, jak na swój klan.
- Zabijesz mnie, prawda? – jęknąłem czując, że wysuwa pazury.
- Nie. – zaśmiała się.
Odpowiedź nieco zbiła mnie z tropu. Była zbyt miła, by należeć do
Klanu Wodospadu. Może jednak niektóre koty stamtąd nie są aż tak
okropne?
- Em... To raczej się cieszę... Jestem Wilczy Kieł, a ty? – przedstawiłem się.
- Miodowe Futerko. – odpowiedziała.
Polizałem jej bok.
- Nie smakujesz jak miód. – stwierdziłem.
Kotka zaśmiała się. Po chwili otworzyła swoje lazurowe oczy i popatrzyła na mnie nieco zdziwiona. Zapytała:
- Co robisz tak blisko granicy mojego klanu? Pędziłeś prosto na niego!
- W moim klanie dzisiaj ktoś z twojego zamordował czwórkę kociąt. – wytłumaczyłem – Chciałem znaleźć mordercę.
Wyglądała na przejętą. Po chwili jednak uśmiechnęła się spokojnie.
- Mogę ci pomóc. – zgodziła się.
Uśmiechnąłem się. Czyżbym się zakochał?
Czerwona Gwiazda, Szara Gwiazda, szukacie mnie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz