Szybko odłożyłem dwie myszy na stos świeżej zdobyczy. Z wesołym
uśmiechem ponownie wyszedłem z obozu, by znów zapolować. Od razu
zacząłem szukać zapachu jakiejkolwiek zwierzyny, ale nic nie czułem.
Nagle za sobą usłyszałem głośny szelest i po chwili leżałem na ziemi,
zakrywając sobie pyszczek łapami, chroniąc go. Nade mną stała Północny
Kwiat, a jej łapa przygniatała mnie do ziemi. Puściła mnie orientując
się, że nie jestem wrogiem, a ja od razu obróciłem się na grzbiet.
Popatrzyłem na nią pytająco.
- Co, tak głodna jesteś, że polujesz na koty ze swojego klanu? – mruknąłem.
Zrobiła groźną minę, ale widać było w niej też rozbawienie.
- Nie, to nie moja wina, że twoje futro pomiędzy gęstą trawą może
nieco przypominać jednego z wojowników Klanu Wodospadu. Nieraz walczyłam
z tym wrednym osobnikiem. – syknęła.
Powoli podniosłem się z ziemi. Popatrzyłem na kotkę. Nagle na jej
głowę spadła szyszka. Ledwo powstrzymałem się od śmiechu, ale mi
przeszło, gdy spotkał mnie taki sam los. Popatrzyliśmy w górę. Na gałęzi
siedziała bura kotka, a obok jej łapek leżało jeszcze kilka
‘’pocisków’’. Przełknąłem ślinę, zaś Północny Kwiat nerwowo poruszyła
ogonem. Nie musiałem nawet zastanawiać się kto to, wiedziałem, że to
wojowniczka Klanu Wodospadu.
- Odejdź natychmiast z naszego terytorium, albo będe zmuszona użyć swoich pazurów! – zagroziła czarno-biała kotka.
- Nie denerwujcie się tak. – powiedziała nieznajoma i zeskoczyła z
gałęzi, stając przed nami – Jestem tu wysłana przez mojego przywódcę.
Nie dowiecie się dlaczego. Wolę was zniszczyć, niż tłumaczyć.
Wysunęła pazury i rzuciła się na nas. Raczej na mnie. Poturlaliśmy
się, a kątem oka zauważyłem, jak z krzaków wyskakuje biały wojownik i
atakuje Północny Kwiat. Miałem nadzieję, że sobie poradzi. Bura wbiła mi
pazury w bok, a we dwójkę potoczyliśmy się po ziemi. Nie miałem ochoty
na walkę, ale musiałem bronić klan. Zatopiłem kły w jej łapie, którą już
miała zadać kolejny cios. Z jej gardła wyrwał się krótki krzyk.
Odepchnąłem ją tylnymi łapami tak, że wpadła na drzewo. Po chwili
podniosła się i popatrzyła na mnie groźnie.
- Klan Muzyki nie chce walki. – próbowałem uspokoić nieznajomą, ale
ona ponownie zaatakowała. Tym razem zdołała wywrócić mnie tak, że
leżałem na ziemi. Wgryzła mi się w kark i zaczęła szarpać. Próbowałem
wydostać się ze śmiertelnego ugryzienia. Po chwili zdołałem obrócić się i
zadałem jej cios w oko. Wręcz zawyła z bólu i uciekła na swoje
terytorium. Już stanąłem zadowolony, kiedy, słysząc syczenie,
przypomniałem sobie o Północnym Kwiecie. Popędziłem tam. Zobaczyłem
walkę kotki i obcego wojownika.
Pomogłem jej. Kiedy uciekł, miał naderwane uszy i był cały w ranach.
Zdyszani i ranni wróciliśmy do obozu, od razu zaciekawione koty stanęły
przed nami.
Ktoś? :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz